poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział XVI

Z samego rana znów postanowiłam iść do wytwórni i nagrać kolejną piosenkę. Wiadomo, jak to z Lynchami. Póki ruszyli swoje szanowne dupy z łóżek, to ja już byłam gotowa do wyjścia. Ubrana w krótką szarą sukienkę do kolan z paskiem i czarne koturny zrobiłam im na szybkiego tosty, a kiedy zeszli, w trybie natychmiastowym pociągnęłam Kelly na ogarnięcie. W krótkich jeansowych spodenkach i białej bluzce na ramiączkach prezentowała się seksownie.
-Wychodzimy! - rzuciłam do przyjaciół i wyciągnęłam blondynkę z domu.
-Gdzie my, do cholery, idziemy? - krzyknęła za drzwiami.
-Lubisz śpiewać? - spytałam ją tajemniczo.
Pokiwała głową, nadal nic nie rozumiejąc.
-A marzysz o zawodowej karierze?
-No tak, ale co to ma wspólnego ze mną i z tym, że - spojrzała na zegarek na rękę, bez którego nigdy się nie ruszała z domu - wyciągasz mnie z domu o 9 rano?!
Pokręciłam głową z pobłażaniem. Moja best friend nie kontaktowała o tak wczesnej porze. -Pójdziemy w jedno ważne miejsce.
-Nie rób mi tu reklamy chusteczek do nosa tylko gadaj, gdzie idziemy!
Roześmiałam się.
 -Nic ci nie powiem. Może z czasem się domyślisz.
 Westchnęła sfrustrowana.
 -Wredna małpa - szepnęła.
-Nigdy nie mówiłam, że jest inaczej - uśmiech nie schodził mi z twarzy - ale i tak mnie kochasz.
Prychnęła.
-Chciałabyś
-A teraz - kontynuowałam - jeżeli już nic nam nie przeszkadza, to pójdziemy w jedno ważne miejsce. -Nie - tupnęła jak mała dziewczynka - nigdzie nie idę.
-A kiedy powiem, że będzie fajnie? - próbowałam ją przekonać.
-Nie - pokręciła głową.
-Będą przystojniacy - powiedziałam, mrugając do niej.
Od razu się ożywiła.
-Kto się będzie świetnie bawił? - zaczęła tańczyć w miejscu.
Roześmiałam się znowu.
 -Ale nie kłamiesz, prawda? - spytała podejrzliwie.
-Nie. Są przystojni.
 -Bo pamiętaj. Okłamać mnie mogą tylko dwie osoby - Ryan Gosling i Robert Pattinson.
Zrobiłam "inteligentną" minę.
 -Nie ma to jak psychoza. Ale nie zawiedziesz się - objęłam ją.
-Czemu ich wcześniej ze mną nie poznałaś?
-Sama ich znam od tygodnia. Rusz się, bo ich nie zobaczysz - klepnęłam ją w tyłek.

 ~~~

Przyjaciółka ogarnęła cel naszej podróży, gdy doszłyśmy już na miejsce. Jej mina była bezcenna. A jeszcze bardziej była zadowolona z okazji poznania mojej kapeli. Zauważyłam, że wpadł jej w oko Simon. Nie dziwię jej się. Ciemne włosy i oczy, zabójczy uśmiech. Simon jest bardzo sympatycznym facetem. Gra on na gitarze.
 -Cześć - przywitałam się z kolegami.
 -Hej - odpowiedzieli chórem.
 -To jest moja przyjaciółka Kelly. Kelly, to są właśnie przystojniacy, o których ci mówiłam. Dziewczyna z lekkim rumieńcem pomachała do zebranych. Każdy po kolei się przedstawiał i mówił coś o sobie.
-Słuchajcie, tak sobie myślałam, że może nagramy dziś kolejną piosenkę, co?
-Dla mnie spoko - powiedział Sim - właź do kabinki i dawaj czadu.
-Tylko tym razem drzwi mają być zamknięte - pogroziłam im palcem w żartach.
 -Jasne. Bo kto by chciał cię słuchać? - powiedział z sarkazmem Luke - fałsz słychać na mile.
-No dzięki. Pięknie mnie oceniasz.
-Ja i tak wiem, że nie jesteś zła.
-Jestem. Przecież nie słychałam ironii w twoim głosie.
Zrobił brewki.
-Sprytny ja.
Wszyscy wybuchneliśmy śmiechem.
-Chyba pora wziąć się do pracy.
Weszłam do środka i nałożyłam słuchawki. Chłopcy podgrali melodię na instrumentach. Z moich ust wydobył się głos. Piosenkę tą napisałam w wieku 12 lat. Już wtedy wiedziałam, że to będzie moje powołanie.

Never known anyone
Like you before
Someone who can make smile
When I'm fallin' down on the floor
My life so hard 'till I meet you
Somehow you get me
When nobody else has clue

It's okay to be me
Next to you
It feels good to be one
Of the two just like glue

Ref. Me And You
Ooh-oh-Ooh-oh
So glad I got a guy like you
Me And You
Ooh-oh-Ooh-oh
Always got each others
Back we do
‘Cause everything’s
A little bit better
When you and I stick together
Stuck on you
Ooh-oh-Ooh-oh
Me And You
Ooh-oh-Ooh-oh

2. If you need a shoulder
You got mine
If you’re ever in a pinch
You’d know I’d give
My very last dime
Two peas in a pod
Me And You
In perfect harmony
We’re bobbing our
Heads to the groove

It's okay to be me
Next to you
It feels good to be one
Of the two just like glue*.

 
~~~

Po trzech godzinach ciężkiej pracy nagraliśmy trzy piosenki i wspólnymi siłami napisaliśmy kolejną. No i komu są potrzebni "zawodowi" tekściarze, skoro można samemu pisać z przyjaciółmi. A wiecie, ile frajdy? Thomas przyniósł nam kanapki z serem z barku, ale zrobiliśmy sobie bitwę na ser. A potem zjadaliśmy suchy chleb. Logiczne? No jasne.
-Fajnie by było tak pojechać w trasę koncertową - zaczęłam temat, siedząc oparta o ścianę.
-To na pewno mnóstwo zabawy - odezwał się Luke.
-A jeszcze trema - powiedział Tom.
-To mnie pocieszyłeś - mruknęłam z ironią.
 -Po to tu jestem - uśmiechnął się.
-Chyba razem z Kells będziemy się zbierać.
Blondynka zawtórowała mi skinięciem głowy.
-I tak już długo siedzimy - dodała.
-Laura, mogę cię na słówko? - spytał nagle Simon.
Skinęłam głową. Wyszliśmy na chwilę za drzwi, które przymknęłam.
 -O co chodzi?
-Chcę cię tylko poinformować, że mój ojciec, a jednocześnie twój szef powiedział, że jeśli twój debiutancki album się dobrze sprzeda, na co ma nadzieję, to jest możliwość pojechania w trasę koncertową.
-Co?! - wykrzyknęłam zdziwiona i rzuciłam mu się na szyję - to wspaniale!
Zaśmiał się.
-Wiem - poklepał mnie po plecach - ja to wiem. **

~~~

- Trasa koncertowa? Tak od razu? - spytał mnie sceptycznie Rossy, kiedy opowiedziałam wszystkim o planach mojego szefa.
- To chyba dobrze - nie zwróciłam uwagi na jego wzrok ani gesty.
- To świetnie! - uśmiechnęła się Rydel - mogę się założyć, że Ross po prostu jest trochę zazdrosny.
Założyłam noga na nogę.
- Ja? Zazdrosny? - spytał nienaturalnie wysokim głosem.
Spojrzałam na niego niedowierzająco.
- Ja nie mogę, jesteś zazdrosny - powiedziałam cicho - nie rozumiem tylko czemu. Przecież niedawno wróciliście ze swojej kilkumiesięcznej trasy.
- Ja nie jestem zazdrosny o trasę, tylko... - nie dokończył i wbił wzrok w podłogę.
- On jest zazdrosny o ciebie - skończył za niego Riker, uśmiechając się cwaniacko.
- Co? Ale niby czemu masz być o mnie zazdrosny?
Przez chwilę nie odpowiadał.
- A posłuchasz mnie, jak ci powiem, żebyś trzymała się z daleka od Simona?
Uniosłam wysoko brwi.
- Przecież on gra na gitarze w moim zespole. Jak mam się trzymać od niego z daleka?
- Wymień go - zaproponował.
- Nie mogę - warknęłam trochę zdenerwowana - jest synem naszego szefa. Jeśli go wywalę, a to może być rozpieszczony bachor, to mnie wywali jego ojciec! 
- Spokojnie - uniósł ręce w obronnym geście.
Odetchnęłam głęboko.
- Podaj mi chociaż jeden argument, dla którego mam się trzymać od niego z daleka - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Ponieważ - powiedział chłodno - on się bawi laskami.
Tym mnie zdenerwował.
- To jest chyba moje życie, prawda?! - zerwałam się ze swojego miejsca - ja zdecyduję, co mam robić.
- Chciałem być dobrym przyjacielem - też wstał i stanął naprzeciw mnie.
Mierzyliśmy się wzrokiem.
- Gdybyś był takim dobrym kumplem, to byś wiedział, że on nie jest w moim typie. I to, że nie ufam tak łatwo facetom bo zerwaniu z Bobbym. Dzięki za wszystko! - krzyknęłam i pobiegłam do mojego tymczasowego pokoju. Zamknąwszy drzwi na klucz, wywaliłam się na łóżko.
Przyjaciel, który wie o mnie wszystko. Dobre sobie.

*******************************************

Cześć! Rozdział ten dodaje nie w terminie i przez komputer, bo dziś tata wybył gdzieś na cały dzień i mama mi pozwoliła dokończyć rozdział (:
Jestem w takim strasznym nastroju, że mogłabym wszystko zniszczyć - na blogach i w prawdziwym życiu. Zniszczyć ich przyjaźń, dlatego ponura końcówka ^^
Cała ja. x_x  Ale tego nie zrobię. Nie bać się!

*Jak już pewnie większość wie - Me and You - Laura Marano.
**Tą część pisałam na telefonie. Jestem z niego taka dumna! ♥

Do następnego ♥
Może na kompa będę mogła normalnie siadać już od weekendu, bo wylicytowałam to z tatą, więc będę dodawać systematycznie posty. Ale powiedziałam MOŻE!



Przepraszam

Przepraszam, ale nie wiem, kiedy dodam next'a. Mam szlaban "do odwołania". Postaram się dodać coś przez telefon, ale nic nie obiecuje, jest powalony :/ Do zobaczenia :'(

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział XV

*Kelly*

Rano wstałam bardzo wcześnie i przez dłuższą chwilę nie mogłam się ogarnąć, gdzie jestem. Po chwili zauważyłam uśmiechniętą Laurę siedzącą obok mnie.
- Hej - wymruczałam, przeciągając się - w kogo pokoju śpię?
- Rocky'ego - przyjaciółka zachichotała - wczoraj zasnęłaś mu na kolanach, więc cię przeniósł do siebie, właśnie tutaj. Bał się twojej reakcji, że niby będzie z tobą spać, więc przeniósł się na kanapę, do salonu.
- Spałam mu na kolanach? Poszedł do salonu? - powtórzyłam tępo.
Lau pokiwała twierdząco głową.
- Muszę go przeprosić - wyznałam, patrząc bez celu na ścianę.
- Nie sądzę, aby był zły. Nawet chyba się uśmiechał.
Spojrzałam na nią lekko zirytowana.
- No to super. Nie ma to jak zasnąć na kolanach swojego idola.
Laura wybuchnęła śmiechem i poklepała mnie po odkrytym kolanie.
- Bez przesady. Ja wczoraj siedziałam na baranach swojego idola, który robił z siebie idiotę. A potem się wywalił.
Zawtórowałam jej, kładąc się na łóżku.
- To miło, że R5 nie jest takie puste, jak większość gwiazd show-biznesu - wyznałam.
Pokiwała głową.
- No cóż, sława uderza niektórym do głowy. Mniejsza z tym. Przyniosłam ci ubrania, mamy ten sam rozmiar, więc problemu nie będzie. Idź się umyj, pierwsze drzwi po prawej, a potem zejdź na śniadanie. Pomagam dla Ross'a robić naleśniki.
Spojrzałam na nią porozumiewawczo i zrobiłam brewki. Uśmiechnęła się.
- Bez przesady. On jest zbyt głupi, żeby sam je zrobić. Jeszcze by nas zatruł.
- Ej! - usłyszałyśmy jęk Ross'a, na co roześmiałyśmy się szaleńczo.
- Nie trzeba było podsłuchiwać! - krzyknęła Lau. 
Przyjaciółka walnęła mnie lekko poduszką, ale po chwili wstała i poprawiła swoją bluzkę. Nie zwróciłam nawet uwagi, że jest już przyszykowana do dalszego dnia. Ładnie ubrana, umyta, uczesana. Cała ona.
Teatralnie przewróciłam uwagi, a koleżanka wyszła z pokoju.
- Szybciutko. Całego dnia nie mamy - szepnęła - uciekam, bo jeszcze na serio doda jakiejś trucizny do naszych naleśników.
Zamknęła drzwi, a ja zachichotałam. No co, z nimi nie można się nudzić. Poszłam do łazienki z ręcznikiem, zapominając o ubraniach. Umyłam się, wytarłam i otuliłam nim. Wyszłam ostrożnie z łazienki, by nikogo nie zbudzić. Z dołu usłyszałam ciche śmiechy Laury i Rossa.
Weszłam do pokoju Rocky'ego i wrzasnęłam.
- Aaaa!
- Aaaa! - krzyknął brunet, a po chwili zjechał mnie od stóp do głów. I do dosłownie. Wzrokiem.
- Sorry, nie wiedziałam, że tu jesteś - mruknęłam zmieszana i oblałam się rumieńcem.
- Spoko. Wchodź i się ubieraj, ja wyjdę.
Skinęłam głową i weszłam do pokoju. Gdy chłopak wyszedł, trzasnęłam nimi i z nie wiadomego mi powodu, zaczęłam się śmiać jak jakaś wariatka. Ogarnęłam się dopiero po kilku minutach, ubrałam i w jeszcze mokrych włosach zeszłam do kuchni. Tam czekało mnie pobojowisko.
- Co tu się stało? - zastałam Laurę, Rossa i całą kuchnię w mące i cieście. Wszyscy byli uśmiechnięci. No, oprócz kuchni.
- A nic takiego - wykręciła się Lau i pstryknęła mnie w nos, na którym zostało trochę mąki - Ross się trochę za bardzo nudził.
- Miałaś pilnować, żeby nas nie zatruł, a nie brudzić całą ich kuchnię - ledwo powstrzymywałam się od śmiechu.
- Nie bój się, zaraz posprzątacie - powiedział blondyn, a Laura spojrzała na niego jak na idiotę.
- Posprzątacie? A co z tobą? - założyła ręce na biodra.
- Powiedziałem posprzątacie? Chodziło mi, że posprzątamy. Przejęzyczyłem się - powiedział nerwowo i zmierzwił jej włosy.
- Tiaa, na pewno - mruknęła, ale wzięła się do roboty. On poszedł za jej przykładem, a ja uśmiechnięta poszłam do salonu. Nie będę im przeszkadzać.
Wstydziłam się trochę włączyć telewizor albo się przejść obejrzeć dom, więc siedziałam nieruchomo i wpatrywałam się w pusty ekran. Po chwili do salonu zszedł Rocky. Usiadł koło mnie i sam nie wiedział, co ma powiedzieć. Po chwili jednak lekko zakaszlał, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
- Przejdziemy się?

~~*~~*~~*~~*~~

*Laura*

- Trzeba się chyba teraz umyć - zaproponowałam przyjacielowi.
- Albo najpierw obudzić resztę i podać im śniadanie - uśmiechnął się figlarnie i puścił do mnie oczko. Zachichotałam. Cały dzień śmiechów.
- Może być. Ja rozstawię śniadanie, ty idź ich pobudź. Zacznij od Vanessy i Rikera - powiedziałam - trzymaj - podałam mu dzbanek z wodą, a on od razu zrozumiał, o co mi chodzi. Chętnie pobiegł na górę, a ja z uśmiechem na ustach porozstawiałam kubki z sokiem i talerze z naleśnikami.
Nagle usłyszałam krzyk siostry.
- To był pomysł Laury! - krzyknął spanikowany Ross i po chwili usłyszałam trzask drzwi. Po chwili kolejne krzyki i kolejne zwalanie na mnie winy. No co za człowiek! Ciężko po schodach weszła zmokła Van.
- Co to za pomysł?! - wydarła się, a ja zachichotałam.
- To Ross was budził, nie ja - zwaliłam winę na kolegę - do niego proszę mieć pretensję.
- Ross! - krzyknęła, a ja nie sądziłam, że tak łatwo mi pójdzie. Po chwili kolejnej porcji krzyków wszyscy usiedli do jedzenia.
- A gdzie Kelly i Rocky? - spytałam nagle, przełykając kolejny kęs śniadania. Każdy obejrzał się dookoła.
- Nie ma - wzruszył ramionami Ryland - pewnie gdzieś razem poszli.
Westchnęłam. Cały Rocky.
Gdy Ross dokończył swoje jedzenie, nie spuszczał ze mnie wzroku. Popatrzyłam na niego i napiłam się soku. (ale rym ♥ - od aut). Wstałam od stołu i poszłam do kuchni. Wstawiłam swoje naczynia do zmywarki i odwróciłam się, ale wpadłam na Lyncha. Wiadomo którego. I znów zatonęłam w jego pięknych oczach.
- Nie ładnie zwalać na mnie winę - mruknął, udając wściekłego, ale marnie mu to wychodziło. Wyszczerzyłam zęby w ironicznym uśmiechu.
- I co mi teraz zrobisz? Utopisz w łzach? - droczyłam się z nim.
- Nie - pokręcił przecząco głową - nic z tych rzeczy. To nie ma nic wspólnego z łzami.
Powoli do mnie dochodziło, co chce zrobić.
- Nie - mruknęłam, odchodząc - nie, nie, nie, nie, nie - powtarzałam jak mantrę, odchodząc od niego co raz dalej, ale on szedł w moje ślady. Po chwili uśmiechnął się szelmowsko, wziął mnie na barana i ignorując moje krzyki, przebiegł przez salon do ogrodu i bez zbędnych ceregieli wrzucił mnie do basenu. Wpadłam na pewien pomysł...
Udawałam, że się topię.  Spanikował jak baba. Nie wiedział, co ma robić. Po chwili podszedł do brzegu i wyciągnął do mnie rękę.
- Spróbuj podpłynąć do brzegu i złapać mnie.
Uśmiechnęłam się do siebie i "z trudem" dopłynęłam go brzegu. Mokrą ręką złapałam go za dłoń i za nim ktokolwiek zdążył się ogarnąć, pływał razem ze mną.
- Pokój z tobą, głąbie - zachichotałam i wyszłam na trawę. Patrzył za mną niedowierzająco. Pomachałam do niego i uśmiechnęłam się. I poszłam się suszyć.

~~*~~*~~*~~*~~

- Tu jest naprawdę pięknie - westchnęłam z zachwytu - kiedy zdążyłeś znaleźć to miejsce?
- Dzięki - chłopak się uśmiechnął - kiedyś nasza rodzina kłóciła się bez przerwy, my na wakacje przyjeżdżaliśmy tu, do babci. Po kłótni z rodzeństwem przychodziłem tu, aby pomyśleć i odpocząć. To naprawdę relaksujące miejsce.
Skinęłam głową. Miał rację.
Byliśmy niedaleko wzgórza Hollywood, w lesie. Promienie słońca  przebijały się przez korony drzew. Trawa była usiana mnóstwem kolorowych kwiatów, które jeszcze bardziej dodawały uroku temu miejscu. Powietrze było tu czyste i zupełnie różne od tych koło ulicy. Niedaleko płynęła rzeczka. Było tu pięknie.
Podeszłam do rzeczki i przejrzałam się w jej lustrze. Woda była czysta. Wprost idealne miejsce na randkę.
Zaraz, zaraz. Jestem tu, w pięknym miejscu, które uważam za odpowiednie na romantyczną randkę. Jestem tu z Rocky'm. Oblałam się rumieńcem. O podobnych przypuszczeniach nie było mowy. Odetchnęłam głęboko i odwróciłam się w stronę chłopaka. Zagadkowym wzrokiem patrzył na mnie. Spuściłam głowę i skarciłam siebie w myślach za to, że tak na mnie działa tylko dlatego, że na mnie patrzy.
- Hej, co się stało? - spytał cicho brunet, łapiąc mnie za dłoń.
- Nic - mruknęłam - po prostu tu jest tak magicznie. Przykro mi, że dopiero teraz znalazłam te miejsce.
- Nic się nie stało - starał się unieść mi głowę, aby zajrzeć mi w oczy, ale uparcie mu się nie dawałam - Kel - powiedział miękko - przecież wszystko jest w porządku, prawda?
Mimo woli uniosłam głowę do góry i zatonęłam w jego pięknych oczach. Nim się obejrzałam chłopak zaczął się do mnie przesuwać, aż dzieliło nas tylko kilka milimetrów. Byłam oczarowana. Ale szybko z tego wszystkiego zrezygnowałam. Pocałowałam go lekko w policzek i odsunęłam się. Chciałam tego, to na pewno, ale nie byłam gotowa. Nie byłam pewna, czy chłopak nie udaje takiego fajnego. Przecież za plecami mógłby mieć każdą. I nie tylko za plecami!
Nie chciałam mieć złamanego serca...
- Wracajmy już - powiedziałam cicho - Laura z Rossem się pewnie martwią. Nie zostawiliśmy żadnej wiadomości.
- Zgoda - skinął głową i ramię w ramię wróciliśmy do domu.
A ja wciąż nie mogłam odgonić od siebie powracającego obrazu sprzed kilku chwil...

**************************************************

Siemka :) Rozdział jest w terminie. Moim zdaniem jest nudny i o niczym, ale wena często plącze mi figle. Mam nadzieję, że zostawicie po sobie komentarz z opinią ;)

Do następnego ♥
<Powinien pojawić się 8 lutego ;)>


środa, 29 stycznia 2014

Nowy blog o Raurze.

Tak jak w tytule, założyłam nowego bloga.
Tym razem o nienawiści (zabójczy śmiech) ^^
<KURDE, POWTARZAM SIĘ>

No cóż, serdecznie na niego zapraszam.

www.rauraandr5-myhistory.blogspot.com

Tu rozdział pojawi się 31 stycznia lub 1 lutego ;)
Do napisania!

niedziela, 19 stycznia 2014

Cześć.

Hej wszystkim :)
Mam do was jedno małe pytanie - czy chcecie na tym blogu drugi sezon?
Jeżeli tak, to w tym sezonie nie będzie Raury jako pary i trochę smutno się skończy, ale drugi sezon będzie lepszy. A chociażby się postaram. I już niedługo będę kończyć ten sezon jeśli co. To chcecie?
Cris

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział XIV

Tak naprawdę mimo mieszkania z Lynchami, unikałam Ross'a jak ognia. Nie miałam ochoty tłumaczyć tego wszystkiego ani słuchać jego przeprosin lub bezpodstawnego obrażania. Nie wspomniałam też ani słówkiem dla jego rodzeństwa o jego uzależnieniu. Jeśli będzie chciał, to to zmieni.
Kolejny piątek, po szkole. Wracałam z Kelly i Raini do domu, bo mogę na razie go tak nazywać. Z dziewczynami odzyskałam dobry kontakt. Profesorka Black uwzięła się dziś na nas i odpytywała wszystkich przez całą godzinę lekcyjną. Nie miała litości. Ja akurat dostałam naciąganą czwórkę.
- Hej! - krzyknęłam do wszystkich domowników, gdy wchodziłam do domu; stanęłam nagle zdziwiona na środku pokoju oglądając dziwaczny taniec Ross'a. Wszyscy na mnie spojrzeli. Rzuciłam tymczasowe klucze na stolik, a torbę na ziemię i wwaliłam się na kanapę, oglądając ich grę w butelkę.
- No cóż - powiedziała uśmiechnięta Rydel - chciał wyzwanie to ma.
- Grasz z nami? - zaproponował Rocky, przesuwając się trochę w stronę Delly, a ona w stronę Ellingtona.
- A co mi tam - usiadłam na podłodze, koło Vanessy. Teraz butelką kręcił Ross, który skończył swój taniec kretyna. Wypadło na Riker'a.
- Pytanie - powiedział blondyn wiedząc, do czego zdolni są jego bracia.
- Podaj imię dziewczyny, z którą pierwszy raz się całowałeś.
Mogło być gorzej.
- Margaret - wypalił bez zastanowienia. Teraz on kręcił, wypadło na Ellingtona.
- Wyzwanie - prychnął.
- Pocałuj dziewczynę siedzącą obok ciebie. 
Wokoło zapanował szum. Rydel się sprzeciwiała, ale Rik był nieustępliwy. W końcu, pod wpływem impulsu, Ell pocałował dziewczynę. Miało być kilka sekund, ale zabalowali i wyszło z tego dwie minuty. I weź człowieku nie sądź, że coś ich łączy. Blondynka była zaskoczona, ale i rozpromieniona. Tym razem wypadło na Rocky'ego.
- Wyzwanie.
- Zjedz dziesięć dużych łyżek musztardy.
- O fuu - odwróciłam się w stronę ściany, a reszta się zaśmiała - to jest odrażające.
- I o to w tym chodzi - odezwał się Ross.
Rocky poszedł do kuchni i przyniósł wielki słoik razem z łyżką i zaczął to jeść. Zacisnęłam mocno powieki, chowając głowę między kolana. Wszyscy patrzyli na chłopaka i jego minę, licząc zjedzone łyżki. Potem wypadło na mnie.
- Pytanie
Najwidoczniej postanowił mnie trochę uwolnić od głupot.
- Co ci się kiedyś zdarzyło przykrego na randce?
Skrzywiłam się.
- Kiedy byłam na randce z chłopakiem, który mi się podobał, a tam nagle przyszła jego dziewczyna.
- I co zrobiłaś? - spytała zaciekawiona Rydel.
- Wywaliłam swoje jedzenie na jego głowę i wyszłam z restauracji. Chłopak się więcej do mnie nie odezwał.
- Brawo - Ross przybił mi piątkę. No cóż, gdy nie pali jest całkiem w porządku.
Graliśmy tak naprawdę długo i nie zwracałam na nic uwagi. Siedziałam, żyjąc w swoich myślach, ale zaciekawiło mnie jedno zadanie. Było ono do Ross'a. Osobiście kiedyś zamorduje Vanesse. Oni to wszystko ustawili! Oczywiście blondyn wziął wyzwanie.
- Weź Laurę na barana i pobiegaj po ulicy krzycząc "Z drogi śledzie, bo królowa świata jedzie"!
- No cię chyba coś boli - warknęłam. Nie mam zamiaru brać udziału w ich durnych gierkach wyswatania nas.
- Wyzwanie to wyzwanie, kotku - powiedział przesłodzonym głosem Riker.
- Nie jestem twoim kotkiem - zmrużyłam oczy w wąskie kreseczki, ale nim zdążyłam się ogarnąć, Ross wziął mnie na ręce i wybiegł z domu. Próbowałam mu się wyrwać, ale trzymał mnie naprawdę mocno. Potem przełożył mnie sobie na barana i biegł po ulicy krzycząc słowa zadane przez Van. Na początku byłam zła, ale potem się rozchmurzyłam i śmiałam w najlepsze. Ludzie patrzyli się na nas - niektórzy jak na idiotów, a niektórzy jak na przesłodką parę. Kilka dziewczyn patrzyło nawet na mnie z zazdrością, pewnie kolejne fanki R5. Gdy wracaliśmy, bo Ross się trochę zagalopował, szedł spokojnie.
- Nie było chyba aż tak źle - wymruczał, podnosząc na chwilę głowę do góry.
- Tak. Nie ma to jak siedzieć na baranach swojego idola robiącego z siebie idiotę - powiedziałam roześmiana.
- Więc nadal jestem twoim idolem? - w jego głosie usłyszałam nadzieję.
- Można tak powiedzieć - wzruszyłam ramionami - ale im dłużej cię poznaje, tym bardziej widzę twoją drugą stronę, której nikomu nie pokazujesz. I ona mi się nie podoba.
- Jeśli chcesz wiedzieć, to rzuciłem palenie - powiedział lekko - dla ciebie i mojej rodziny.
- Chyba dzięki mnie dla twojej rodziny - poprawiłam go, ale potrząsnął przecząco głową.
- Nieprawda. Zrobiłem to dla ciebie.
- To słodkie - znów się uśmiechnęłam.
- Mimo krótkiej znajomości czuję, jakbyśmy znali się całe życie. I jesteś dla mnie bardzo ważna - wyznał, a mnie oblał lekki rumieniec.
- Dziękuję - wyszeptałam i przez przypadek pociągnęłam naszą dwójkę do tyłu. Ross się zachwiał i polecieliśmy razem na trawę, tocząc się dłuższą chwilę. Oboje wybuchneliśmy niepohamowanym śmiechem. Gdy się ogarnęliśmy, wstałam i otrzepałam spodnie z trawy, a potem go objęłam. Bardzo mocno. Chłopak zdziwił się moim gestem, ale po chwili go odwzajemnił. A jeżeli jego zadanie ma być zrobione do końca, znów wziął mnie na barana i wracaliśmy wśród przyjemnej ciszy.






~*~






Po wyjściu Ross'a i Laury graliśmy dalej.
- Rydel - powiedział do mnie Ell, kiedy zakręcił butelką. jednocześnie wybudzając mnie z transu - pytanie czy wyzwanie?
- Pytanie.
- Gdybyś była na bezludnej wyspy kogo byś uratowała? Rikera, Rocky'ego czy Vanessę?
- Oczywiście, że Vanessę - powiedziałam bez zastanowienia - Riker i Rocky byliby największymi divami na całej wyspie i pozjadaliby wszystkie kokosy. Van by sobie raczej z nimi nie poradziła.
- Przyjaźń na całego - mruknął Riker, ale Rocky się trochę oburzył.
- Ja? Divą?
Parsknęłam śmiechem.
- To małpą, lepiej?
- Jasne - wyszczerzył zęby w ironicznym uśmieszku.
Gdy ja kręciłam wypadło na Rocky'ego.
- Wyzwanie.
- Wsadź sobie lód do gaci - powiedziałam obojętnie.
W sumie to było marnotractwo lodu i obrzydlistwo, ale jakoś tak wyszło. Chłopak wykonał swoje zadanie z dość niezadowoloną miną. Gralibyśmy dalej, ale do domu wpadła Raura. Dziewczyna siedząca na jego ramionach ledwo zmieściła się we framudze; była uśmiechnięta i rozgrzana, a policzki miała czerwone. Ross nie wyglądał inaczej.
- Coś się tu kroi romansik - przesłodkim głosem powiedział Ell, a Laura parsknęła śmiechem.
- Jeśli moja siostra daje jemu głupie zadanie to jest jedna sprawa. Ale żeby plątać w to mnie? Zeskoczyła z jego ramion i stanęła, patrząc się na zebrane osoby. Nagle zadzwonił jej telefon i wyszła przed dom.
- No to... - próbowałam przerwać ciszę panującą w całym pokoju.
- No to... - powtórzył po mnie Ellington. Każdy to powtarzał po kolei (wyglądało to dość komicznie), aż do Ross'a.
- No - uśmiechnął się - to czemu nie kontynuujecie gry?
- Jakoś przeszła atmosfera - wyznałam. Nagle do domu wpadła Lau. I to dosłownie wpadła.
- Kelly ma jeden problem - powiedziała cicho - rodzice w kłótni wywalili ją z domu na całą noc i nie ma gdzie spać. Przygarniecie ją? - spytała z nadzieją.
- U niej to taka patologiczna rodzina? - spytał mój brunetowłosy braciszek (haha XD - od aut).
- Można tak powiedzieć. Nie jest łatwo z matką alkoholiczką, piątką rodzeństwa i zapracowanym tatusiem.
Każdy wytrzeszczył oczy.
- Nigdy nic nie mówiła.
- To jest kwestia skromności i dumy. Ona nienawidzi, gdy ktoś lituje się nad nią bez powodu. Uważa swoją rodzinę za pikuś, gdy chodzi o prawdziwe kłopoty. To może dziś u was spać?
- Jasne - kiwnęłam głową - nie można jej przecież tak zostawić.
Brunetka zaczęła pisać SMS-a, a ja wstałam i przeciągnęłam.
- No cóż - rzekłam - trzeba powoli sprzątać. Zbliża się 21.
- Obejrzyjmy jakiś film - zaproponowała Nessa, a ja kiwnęłam głową.
- To idź wybierz jakiś, a ja pójdę zrobić popcorn. Moi kochani braciszkowie ogarną w salonie i rozłożą fotele oraz kanapę.
Związałam włosy w luźnego kucyka i poszłam do kuchni. Wzięłam kilka paczek z szafki i wsadziłam do mikrofali. Stałam i czekałam na nie, patrząc bez celu w okno, aż do pomieszczenia wpadł Ell.
- Chłopacy się pytają, czemu tak długo - przymknął drzwi i zbliżył się o kilka kroków bliżej mnie.
- Przekaż im, że popcorn nie chce szybciej się wykluwać z jajeczek - sarknęłam.
Podszedł do mnie.
- Czy ten pocałunek coś dla ciebie znaczył? - spytał niepewnie po kilku chwilach ciszy, podchodząc jeszcze bliżej. Szczerze to tego pytania się nie spodziewałam. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam prosto w oczy.
- Ell, to tylko wyzwanie. Już po wszystkim.
- Nie o to zapytałem.
- Nie mogę powiedzieć, że nie - stwierdziłam - ale jak ty to sobie wyobrażasz? A jeśli nasz związek nie przetrwa? Zniszczylibyśmy wtedy zespół i chłopcy nie byliby zadowoleni.
Podszedł do mnie i przytulił mocno, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Wtuliłam się w jego tors i słuchałam bicia serca. Był taki ciepły i bezpieczny, i przytulny. Do tego uwielbiałam jego zapach. Ta świetna woda kolońska.
- Poczekajmy chociaż trochę, ok? - zaproponowałam, gdy się od siebie oderwaliśmy.
- Zgoda - westchnął, ale się uśmiechnął - poczekać nie zaszkodzi.




~*~ 




Zapukałam niepewnie do drzwi domu Lynchów. Byłam tu zaledwie parę razy, ale już znałam całą drogę na pamięć. Poza tym Laura w sms-ie dała mi dokładne wskazówki. Jak zawsze opiekuńcza.
Otworzył mi Rocky i gestem ręki zaprosił do środka. Od razu dopadła do mnie Lau, przytulając mocno.
- Tak mi przykro.
Machnęłam ręką.
- Gorsze rzeczy mnie spotykały.
- Jakie? - teraz spytał Rocky, a ja postawiłam torbę z kilkoma ubraniami na ziemię.
- Na przykład dopóki nie poznałam Laury i Raini, byłam zwykłym popychadłem.
Przyjaciółka objęła mnie ramieniem.
- Nadal pamiętam dzień, gdy się poznałyśmy - uśmiechnęła się Marano.
Rozejrzałam się po przestronnym salonie. Nic się tu nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty. Wszyscy poznikali oprócz Lau i Rocky'ego.
- Tak. Chciały wylać na mnie sok na środku stołówki, ale ty się im przeciwstawiłaś. W sumie Elizabeth była w szoku.
- Pewnie. Nie każda nowa jej się przeciwstawia.
Roześmiałam się.
- Gdzie mam spać?
- Masz do wyboru pokój Rocky'ego albo Rikera - do pokoju weszła Rydel i uśmiechnęła się - poza tym hej.
- Nie chcemy chyba, żeby Van była zazdrosna - odezwał się Ratliff - więc chyba wybierzesz pokój Rocky'ego.
- Spoko.
- Idź się przebierz. Wieczorek filmowy zaraz się zacznie - Laura popchnęła mnie lekko w stronę schodów.
- A który pokój?
- Pierwszy po lewej - poinstruowała mnie.
Weszłam tam i szybko się przebrałam w piżamę. Gdy zeszłam na dół wszyscy byli już obecni. Usiadłam koło Lau i bruneta. Oglądałam jakiś tandetny horror, gdy nagle zasnęłam.
Ale nigdy bym tego nie zrobiła, gdybym wiedziała, jak to wszystko się dalej potoczy.




***************************




Hej. Rozdział jest taki nijaki i nic się nie dzieje, ale jutro nie miałabym czasu go wstawić. Ani w za tydzień. Więc jest dziś =)


Mam nadzieję, że w sposób euforii albo odrzucenia, ale wyrazicie swoją opinię w sporej ilości komentarzy :)


Do następnego!
Cris






sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział XIII

- Nie mają panie żadnych podejrzeń, kto to mógł być? Jakiś wróg? - odpytywał nas policjant, kiedy przyjechali pod nasz dom. Pozostali oglądali właśnie wszystko w środku.
- Nikogo nie podejrzewam - stwierdziła Van i spojrzała na mnie - a ty może, Lau?
- Nie - pokręciłam przecząco głową - nie mam pojęcia, kto to mógł być.
- Czy panie wchodziły do domu i coś ruszały?
Vanessa zaprzeczyła.
- I bardzo dobrze - powiedział uśmiechnięty brunet (policjant) otwarcie flirtując z moją siostrą - jak możecie, to przenieście się na kilka dni lub tygodni do jakichś znajomych czy rodziny. Postaramy się rozwiązać zagadkę.
- Tylko wejdę i zabiorę mój plecak z książkami - powiedziałam, ale facet mnie zatrzymał.
- Nie możesz.
- Jakby pan nie wiedział, to muszę chodzić do szkoły i muszę mieć te książki. A teraz albo mnie pan puści samotnie, albo pan sam wejdzie do pokoju nastolatki przeszukując go.
Wiedziałam, że to go złamie.
- Masz pięć minut - zastrzegł i odwrócił się do Nessy, rozmawiając z nią.
Weszłam do domu i szybciutko pomijając mężczyzn w mundurach pobiegłam na górę. Spakowałam moje książki, pieniądze i ubrania oraz ubrania siostry i wybiegłam na podwórko.
- Trzymaj - wcięłam się między rozmawiających ludzi wpychając w ręce starszej siostry torbę z ubraniami - do kogo my się zabierzemy?
Spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- Nie, nie, nie. Nie pójdziemy do Lynchów.
- Nie mamy wyboru - wzruszyła ramionami myśląc, że zaraz się złamię.
- Mamy. Możemy pójść do Kelly albo do Raini - myślałam na głos.
- Kelly ma za mały dom na nas wszystkich, ponieważ ma zbyt dużo rodzeństwa, a Raini pojechała na kilka tygodni do chorej babki na wioskę. Zapomniałaś?
Klepnęłam się w czoło.
- Masz rację - westchnęłam, wyciągając telefon z kieszeni - zadzwonię do Delly.
Wpisałam cały ciąg liczb w klawiaturę, a przyjaciółka odebrała po kilku sygnałach.
- Macie może miejsce dla dwóch osób?




~*~




- Wciąż nie mogę uwierzyć, że wam ktoś coś takiego zrobił - dumała się Lynch - jesteście przemiłe.
- Może to zwykli włamywacze? - spytał Rocky.
Wzruszyłam ramionami.
- A ja tam wiem? Niech kończą tą swoją super sprawę i oddadzą mój pokój - wzdrygnęłam się na samą myśl, że któryś z tych facetów miałby coś przeszukiwać w moim pokoju.
Ratliff się uśmiechnął.
- Ktoś musi wam zazdrościć. Utalentowana rodzinka.
- Taa - mruknęłam - ja wokalistka, Van aktorka, a rodzice sławni biznesmeni. Marzenie każdej nastolatki - jeśli pozwolicie, to wyjdę się przejść na taras i zadzwonię do Kelly. Ostatnio ostro ją zaniedbałam.
Spojrzałam na milczącego Ross'a, który także przyglądał się mnie. W sumie nie on jeden, każdy patrzył się na mnie dopóki nie wyszłam do ich pięknego ogrodu. Przeszłam się kawałek i odetchnęłam świeżym powietrzem.
- Mogłem się domyślić, że nie idziesz naprawdę do niej zadzwonić - obok siebie usłyszałam głos Ross'a, ale nie odwróciłam się.
- Dopiero wyszłam - stwierdziłam z ironią - nie muszę chyba od razu wyciągać telefonu i dzwonić.
- Chcesz? - obejrzałam się i ze zdziwieniem odkryłam, że blondyn proponuje mi papierosa - mi zawsze pomaga na stres.
- Nie - burknęłam - nie używam takich świństw. I tobie też bym nie radziła.
- Nie to nie - wzruszył ramionami, wyciągając fajkę z paczki i podpalając ją - te świństwa mi pomagają.
- Te świństwa? - otworzyłam szeroko usta ze zdziwienia - co jeszcze robisz? Pijesz, bierzesz marihuanę?
- Papierosy w liczbie mnogiej - dmuchnął dymem przed siebie.
- Twoje rodzeństwo wie?
- Chyba nie - podszedł do huśtawki i usiadł, bujając się lekko. Poszłam za jego przykładem - nie powiedziałem im tego wprost, ale nigdy nie wiadomo, czy nie szperali mi w pokoju.
Westchnęłam.
- Ciekawe w czym te świństwa ci pomagają. W skrócaniu sobie życia? W niszczeniu sobie zdrowia? Wiesz, że fanki na ciebie liczą?
- A co ty o tym wiesz? - spytał mnie z wyższością.
- Bo sama nią niedawno byłam - powiedziałam zimno i wstałam szybko na nogi, wracając do domu. Chłopak chciał coś jeszcze powiedzieć, ale już zniknęłam za drzwiami.




~*~




- Wychodzę! - krzyknęłam do wszystkich obecnych w domu, nakładając sandały.
- Gdzie idziesz? - Vanessa jak zawsze opiekuńcza.
- Pójdę się przejść. Może zrobię jakieś zakupy spożywcze, bo jak tylko weszłam po szklankę wody zauważyłam w kuchni pustki. I być może spotkam się z Kelly.
- Nie musisz... - zaczęła Rydel, ale jej przerwałam.
- Ej, blondi, bez przesady - uśmiechnęłam się - to może być taki drobny prezent za to, że nas gościcie u siebie.
- A jakbyśmy mogli inaczej? - blondynka odwzajemniła mój gest.
- Dobra, ja lecę - i nie czekając na kolejne narzekania Delly wprost wybiegłam z domu i zadzwoniłam do Kellendrii. Umówiłyśmy się na za pięć minut w parku niedaleko. Szłam drogą mając nałożone na nos okulary słoneczne (znowu). Przechodząc koło automatu kupiłam sobie cappuccino i szłam dalej. Nagle po drugiej stronie zobaczyłam znajomą dziewczynę ze szkoły, która szła pod ramię z moim byłym, Bobby'm! Zabolało mnie serce, ale to zignorowałam. Szłam jak najdalej od nich i miałam nadzieję, że mnie zostawią.
Niestety, nadzieja jest matką głupich.
- Laura?! - krzyknął nagle blondyn zza drugiej strony. Zignorowałam także właśnie to, co było niezbyt dobre, ponieważ przebiegł na drugą stronę i złapał mnie za rękę - kochanie, dawno się nie odzywałaś. Co się stało?
Spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Co się stało? - prychnęłam - przepraszam cię bardzo, ale nie jestem już twoją dziewczyną.
Wyrwałam rękę z jego uścisku.
- I nie jestem żadnym twoim kochaniem i już nigdy nie będę twoją zabawką - powiedziałam chłodno - żegnaj.
- Zostawiłaś mnie dla tego luzera w przyciasnych portkach? - warknął. Wiedziałam, że chodzi o Ross'a.
- Przykro mi, ale nie. Nie jestem z żaden sposób zwiazana z "luzerem w przyciasnych portkach" - cudzysłów zakreśliłam w powietrzu - jest tylko moim... dobrym znajomym - zająknęłam się - nawet jeśli nie byłabym fanką R5 ani nie poznałabym Lynchów i tak nie byłabym już z tobą. A teraz zostaw mnie w spokoju.
I zanim zdążył przetrawić moje słowa uciekłam mu. Każdemu dziś uciekam.
Doszłam do parku i od razu rzuciłam mi się w oczy Kelly. Dziewczyna siedziała niecierpliwie na ławce stukając w nią paznokciami.
- Hej - powiedziałam nieśmiało i dosiadłam się do niej - przepraszam za spóźnienie, ale Bobby mnie zatrzymał.
Spojrzała na mnie.
- Hej. Ileż to można na... Zaraz, zaraz. CO?!
- No co? Wziął się uwziął i niby zapomniał, że już nie jesteśmy razem. Gość powinien trzymać się odemnie z daleka.
- No cóż, do niektórych nic nie dociera.
- Na przykład do Rocky'ego, że się tobie podoba? - uśmiechnęłam się wesoło.
- Tak. Nie. Może - zarumieniła się - przepraszam, ale możemy zmienić temat?
Przez cały spacer, który trwał ponad dwie godziny gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Okazało się, że była też na mnie zła, bo zaniedbałam trochę ją i Raini. Przy najbliższej okazji postaram się to naprawić...
Potem razem poszłyśmy do spożywczaka. Kupiłam coś na podwieczorek i kolację. Wiedząc, że w domu są same żarłoki kupiłam naprawdę dużo. Banany, truskawki, czekoladę, budyń, normalnie wszystko. A na kolację kupiłam chleb tostowy, masło, wędlinę i ser oraz różnorakie warzywa. No cóż, takie życie mieszkającej tymczasowo u Lynchów. Aż blondynka się zdziwiła, ale tylko się uśmiechnęłam, a ona od razu zrozumiała.
Jakoś z jej pomocą dotargałam torby do domu tymczasowego. Pożegnałam ją buziakiem w policzek i umówiłyśmy się, że jutro przyjdzie po nas do szkoły.
- Wróciłam! - krzyknęłam, przez przypadek trzaskając drzwiami w ścianę i odpadło trochę tynku - przepraszam - szepnęłam, gdy Delly wyszła na korytarz i spojrzała na mnie karcąco.
- Ściana to tam pikuś. Wariatko, jak możesz tyle dźwigać. Cała czwórka na dół, już! - krzyknęła i jak na zawołanie zbiegli jej trzej bracia (bez Rylanda) i Ellington - zakupy brać, już!
Spojrzałam na nią zdziwiona, a ona się tylko uśmiechnęła.
- No co? Jak przegrywają ze mną zakłady to niech liczą z karą.
Zaśmiałam się. Ten wieczór zapowiada się bardzo fajnie i sympatycznie.


*********************************************


Hej. Jak tam? :) Bo u mnie nie jest źle :D
Idę jutro na WOŚP i będzie Patrycja Markowska XD


Co do następnego rozdziału to nie wiem czy będzie za tydzień, czy dwa.
I powiem wam, że bardziej skupię się na relacji między Rocky'm i Kelly oraz Rydellington ♥ ;)
Ale Lau też będzie miała niezłą niespodziankę...


Do następnego :)